Przejdź do głównej zawartości

#13 Polscy lekkoatleci znowu zadziwiają świat!

W minionym tygodniu, kiedy to polskie kluby w eliminacjach Ligi Europy dostawały ostry wpierdziel od przeciwników (Legia XD, w przypadku Lecha to było pewne, Jaga ładnie powalczyła, ale przegrała), lekkoatleci na Stadionie Olimpijskim w Berlinie walczyli o medale podczas 24. Mistrzostw Europy w tejże dyscyplinie. I było tak jak zawsze.

Nie, nie było fatalnie, jak to jest z naszymi cudownymi klubami w europucharach. Było cudownie. Przywieźliśmy stamtąd 12 medali, 7 złotych i 4 srebrne i 1 brązowych, co pozwoliło nam zająć drugie miejsce w klasyfikacji medalowej. Zbieranie żniw rozpoczęliśmy drugiego dnia, kiedy odbyły się w sesji wieczornej pierwsze finały (pierwszego dnia były w sesji popołudniowej tylko eliminacje, w sesji porannej drugiego dnia chód na 50 km - przyp. autora). Worek otworzyli młociarze, którzy wrzucili tutaj złoty i srebrny medal. Wojtek Nowicki rzutem na 80.12m zdobył ten pierwszy, a Paweł Fajdek z 78.69m ten drugi. Parę godzin później złoto i srebro zdobyli kulomioci - Michał Haratyk zabrał złoto (21.72), a Konrad Bukowiecki srebro (21.66). Gwiazda gospodarzy, David Storl zdobył brąz z 21.41 w pierwszym rzucie, a stadion milczał, kiedy on palił swoje kolejne rzuty. Ten konkurs okazał się najlepszy w historii, bo 6 zawodników przekroczyło 21 metrów.  Trzeciego dnia mogliśmy mieć medale w sesji wieczornej, bo Piotr Małachowski i Robert Urbanek mogli rzucać dyskiem. Niestety, zawiedli w eliminacjach i nie dostali się do finału w sesji wieczornej, a poziom tam był wysoki. Ale mieliśmy medal w pchnięciu kulą pań. Paulina Guba zaszalała; w ostatniej kolejce wykonała nieprawdopodobne pchnięcie, przerzuciła Niemkę Schwanitz, bo jej kula wylądowała na 19.33m, co dało złoty medal. Takich emocji nikt się nie spodziewał!  Czwarty dzień przyniósł nam parę smutków. Marcin Krukowski zajął czwarte miejsce w rzucie oszczepem, najwyższe dla Polaka od wielu lat, piąty był Patryk Dobek na 400m przez płotki, a na 3000m +przeszkody biegał Krystian Zalewski, który był siódmy. Tego dnia nie zdobyliśmy medali.

W piątek dnia piątego tygodnia, w piątym dniu czempionatu mieliśmy też parę czwartych miejsc. Na tym miejscu uplasował się Karol Zalewski w swoim debiucie na 400m, czwarty był Damian Czykier w sprincie przez płotki, piąta była Anna Sabat w swoim debiucie na tak dużej imprezie na 800m. Zdobyliśmy także srebrny medal na 1500m panów, gdzie cudownie biegał Marcin Lewandowski. Nasz bilans to było 3-3-0. Szóstego dnia tygodnia w szóstym dniu imprezy mieliśmy przed sesją wieczorną też sześć medali. Ale miało się okazać, że ta szóstka nadal pozostanie, ale na tym pierwszym miejscu. No wiecie, 6-3-0. Sobotni wieczór był złotym wieczorem polskiej lekkoatletyki. Polska Królowa Sportu brylowała na czerwonym dywanie, pozując dzielnie do zdjęć. W dwie godziny zdobyliśmy trzy złote medale. Najpierw na 400m pań królowała Justyna Święty-Ersetic z drugim najlepszym rezultatem w historii polskich biegów na tym dystansie. Złota nie zdobyła nawet pani ś.p. Szewińska. Zaledwie chwilę później Adam Kszczot zrobił to, co zwykle i zdobył też takiego koloru medal na 800m, popisując się znakomitym finiszem. Mieliśmy trzech Polaków w finale, oprócz Kszczota był Michał Rozmys i Mateusz Borkowski, którzy zajmując 4 i 5 miejsce pobili swoje rekordy życiowe. A gdyby Michał wcześniej zaczął finisz... Na koniec popisowy numer zaserwowała kobieca sztafeta 4x400m. "Aniołki Matusińskiego" nie zawiodły i pokonały ten dystans w doskonałym tempie. Szkoda, że męska sztafeta tak nie pobiegła, ale niestety trochę ich męczą urazy (nie było Krzewiny) i nie byli w stanie pobiec jak w hali w Birmingham. Nawet dobrze skakał Sylwester Bednarek, ale tu też borykanie się z kontuzjami pokazało swoje. Tylko 2.24 i 7 miejsce. Złoto zdobył Mateusz Przybyłko (2.35m), który skakał w niemieckich barwach. PZLA, coście narobili... Tak wyglądał wieczór szósty, miał przyjść zaraz potem wieczór siódmy, ostatni. Tego wieczoru znowu Polacy błyszczeli. Złoto zdobyła Anita Włodarczyk w rzucie młotem, ale to bez sensacji, bo to i tak było spodziewane, tak samo jak rekord mistrzostw 78.94m. Brąz zdobyła Joanna Fiodorow, tak jak w 2014 roku. Solidny konkurs również miala Malwina Kopron, która była czwarta. Polski młot znowu latał daleko. Srebro, 12 medal i, jak się okazało, ostatni zdobyła młoda Sofia Ennaoui na 1500m.  W skoku o tyczce poziom był kosmiczny. 18-letni Szwed Armand Duplantis i 21-letni Rosjanin pod flagą niezależną Timur Morgunow skakali wyżej niż nawet stary wyjadacz Lavillenie! Pierwszy pobił rekord świata juniorów, rekord mistrzostw skokiem na niebotyczne, rzadko osiągane 6.05m, w dodatku skacząc wszystko, co popadnie w pierwszej próbie (oprócz 5.80, te było w drugim podejściu). To jest mlody talent, który trzeba pielęgnować, a moze za rok-dwa lata pobije rekord świata. Ma na to wielką szansę. Mógł nawet wczoraj, ale stwierdził: "NIE! Nie skaczę 6.10m". A gdy miał taką dyspozycję w tamtym dniu, to mógł przeskoczyć ten rekord świata, jakim jest 6.16m Lavilleniego.  Morgunow skoczył 6 metrów i na pewno będzie w czołówce europejskiej przez długie lata.. Trzeci był stary wyjadacz Lavillenie, który po raz kolejny nie zdobył zlota na wielkiej imprezie. To jest pechowiec! Dla Polaków ten konkurs okazał się być zbyt mocnym. Czwarty był Piotr Lisek z 5.90, a piąty Paweł Wojciechowski z 5.80. Mimo że Lisek próbował na 5.95m i na 6 metrów, zaliczał zrzutki. Tak jednak mogą czuć pewną dumę, że brali udział w najlepszym konkursie skoku o tyczce na Mistrzostwach Europy. Potem nasza sztafeta sprinterska pań zajęła 6 miejsce, a panów została zdyskwalifikowana tuż przed finałem za widoczne już podczas biegu półfinalowego z kamery ze spidercam'a przekroczenie toru przez Olszewskiego.  Organizacja tych mistrzostw stała na bardzo niskim poziomie, o czym świadczy ogłoszenie Polaków brązowymi medalistami drużynowego maratonu, co nie było prawdą, bo potem się okazało, że to błąd systemu i ostatecznie zajęliśmy piątą lokatę. Katastrofalne błędy.

Tak zakończyliśmy te Mistrzostwa Europy. Jedne z najlepszych w historii. W następnych latach może być tylko lepiej, bo nasi lekkoatleci nie zamierzają pauzować. Jestem z nich dumny, bo przynieśli niesamowitą sławę Polsce. Lekkoatletyka wraca od wielu lat na należne miejsce. Mam taką nadzieję, że tych medali z czempionatu na czempionat będzie tylko więcej, bo nas na to stać i nikt w Polsce w to nie wątpi.

Komentarze

Przeczytaj jeszcze o:

#10 Jak Lech i Górnik uciekły spod ostrza eurowpierdzielu

Było blisko. Obie drużyny uratowały swoje sytuacje w końcówce. Ale to nie zmienia faktu, że zagrały beznadziejnie. Lech przegrał z Gandżasarem 2:1, a Górnik tylko zremisował 1:1 z ostatnią drużyną ligi mołdawskiej, Zarią Balti. Lech do stolicy Armenii jechał z wynikiem 2:0 zrobionym przy pustych trybunach, po słabym meczu. Pierwsze minuty gry nie zwiastowały tego, że Lech zagra wybitny mecz. Do okazji częsciej dochodziła ekipa Gandżasaru, która była bliżej bramki Putnockiego. Do przerwy drużyna z Poznania remisowała, ale ze wskazaniem na lepszą grę trzeciej drużyny ligi armeńskiej w sezonie 17/18, a także zdobywców Pucharu Armenii. Prawdziwy eurowpierdziel rozpoczął się w drugiej części gry. W 50 minucie Lubambo potwierdził dominację zespołu z Armenii i pokonał Putnockiego, dając prowadzenie tej drużynie. Do wyrównania brakowało im jednej bramki, a wtedy możliwa byłaby nawet dogrywka. I strzelili ponad kwadrans później, bo w 67 sześćdziesiątce meczu Harutjunian huknął z dystansu, Put...

#47 Twierdza Narodowy słaba, ale utrzymana, czyli Polska - Łotwa 2:0

Pierwszy domowy mecz eliminacji do EURO 2020 z Łotwą.  Zakończył się wynikiem 2:0, Robert Lewandowski i Kamil Glik trafili z główki do siatki, ale jest po tym meczu ogromny niesmak. Niemniej, wynik idzie w świat. Pierwsi dwie akcje przeprowadzili Łotysze, mocny strzał najpierw wybronił Szczęsny, potem też uderzenie głową on złapał. W osiemnastej minucie Robet Lewandowski huknął obok bramki w kosmos z "szesnastki". Miał dwóch partnerów, mógł im podać. Nasze wrzutki kończyły się niecelnie, nie mogliśmy zrobić jakiegoś fajnego, celnego strzału. W 24. Robert został wybroniony w polu karnym, a Krzysztof Piątek się przewrócił z piłką. Sędzia uznał to za próbę wymuszenia karnego i dał mu żółtko. Nasze dośrodkowania z gry były niecelne, niedobre, a jak nawet trafiały, to się odbijały od obrońców łotewskich. W 35. minucie Robert Lewandowski trafił w słupek. Ale ładnie się akcja rozproszyła. Trzy później Szczęsny wybronił błąd Kędziory, który uruchomił Gutkovskisa ze skrzydła. Po zie...

#56 Pół-europejskie finały - Baku i Madryt. Chelsea bierze Ligę Europy, Liverpool Ligę Mistrzów

Zapewne większość tych moich rozważań zleci na jazdę po Baku jako organizatorze finału Ligi Europy. I w sumie to dobrze, bo to narzekanie się im po prostu należy.  Na początku krótko o finale. Finał Ligi Europy, czyli derby Londynu padły łupem Chelsea, która pokonała Arsenal 4:1. Dwie bramki strzelił Eden Hazard, który zapewne odejdzie do Realu Madryt, wynik ustalali także Pedro oraz otwierający go Olivier Giroud w 49'. Jedyną bramkę dla "The Gunners" strzelił Alex Iwobi. Myślę, że ten wynik poszedł w świat, przeszedł do historii. Wynik poszedł, historia tej gry nie będzie wspominana. No, chyba że jesteście fanami Arsenalu, którzy nadal żałują, że w gablocie nie ma europejskiego pucharu. Ale myślę, że aspekty sportowe zeszły w tej grze na plan dalszy. Finał Ligi Europy odbył się w Baku, w stolicy Azerbejdżanu. Azerbejdżan położony jest na Zakaukaziu. To znaczy, że to nie jest Europa. Geograficznie. Bo jeżeli patrzymy w granicach federacji UEFA, to Azerbejdżan jest poło...