Przejdź do głównej zawartości

#4 Ćwierćfinały, czyli jak z ośmiu drużyn robią się cztery

Po dwóch dniach posuchy nadeszły dwa dni z dwoma spotkaniami, a te dwa mecze odbyły się dwa razy o 16:00 i 20:00. A teraz znowu dwa dni przerwy!

Pierwszego dnia dwa mecze - Urugwaj zagrał z Francją, a Brazylia zmierzyła się z Belgami. W pierwszym meczu obie drużyny dość średnio zagrały w piłkę. Ale koniec końców to Francuzi cieszyli się z półfinału, triumfując 2:0. Pierwsza bramka ze stałego fragmentu - z prawej strony "szesnastki" wrzucał Griezmann (swoją drogą, sprytna zmyłka, że niby uderza!), a piłkę do bramki wbił obrońca Realu Madryt, Rafael Varane. I drugi gol, znowu Griezmann w akcji. Walnął sobie z dystansu, Muslerze piłka odbiła się po zmianie rotacji od rąk i wpadła do siatki. Napisałem na Twitterze, że to gol kwalifikujący się do miana "Kariusa Roku", ale tu raczej zaważyła rotacja piłki, a nie błąd bramkarza. Czy obrońcy urugwajscy mogli tę piłkę wyjąć? Mogli. Gdyby lepiej się ustawili i przewidzieli intencje fana Fortnite'a, to chyba udałoby się ją zatrzymać. W tym meczu też brakowało Edinsona Cavaniego, kontuzja z gry z Portugalią wykluczyła go i przekreśliła jakiekolwiek szanse na wsparcie drużyny. Mógł jedynie siedzieć na ławce, patrzeć i załamywać ręce. Bo nawet "El Pistolero" Suarez nie pomógł zespołowi Oscara Tabareza, który świetnie się prezentował na tym turnieju. Tabarez też! Pewnie każdy chciałby mieć takiego dziarskiego dziadka!  A Muslera nie powalczy o Nagrodę Lwa Jaszyna. W meczu też prawie się pobili, gdy Mbappe przyneymarzył, czym wzbudził emocje u obu stron, powkurzali się, popopychali i po żółtej kartce dostali najaktywniejsi.  Drugi mecz to starcie turnieju, w którym była akcja za akcją, a twoje odejście od telewizora na pięć sekund mogło skutkować straceniem co najmniej dwóch akcji. W pierwszej połowie Brazylijczycy dostali dwa szybkie strzały. Najpierw samobója strzelił Fernandinho po rożnym, a potem ładnym uderzeniem z dystansu popisał się Kevin de Bruyne.  W drugiej części trochę było brudnej gry, była nawet szansa na karnego dla Brazylii, ale VAR stwierdził, że będzie wznawiał od bramki Courtois. Polemizowałbym, ale to decyzja sędziego. Na 1:2 gola strzelił Renato Augusto po wrzutce, ale to nie zdało na wiele. Brazylia nie wyrównała i znowu odpadła. Tym razem, dla odmiany, w ćwierćfinale! Nie pomógł znany z francuskich traw aktor Neymar, nie pomógł Coutinho, nie pomógł Jesus (a wręcz przeciwnie, zaskodziło jego powołanie). Ich turniej był przeciętny. Canarinhos wyszli z grupy w średnim stylu, mecz z Meksykiem zagrali nawet dobrze, ale w meczu z Belgią to była Brazylia pamiętająca 1:7 z Niemcami. I tym sposobem z Mistrzostw Świata zrobiło się EURO 2018, bo zostały tylko zespoły z Europy!



Drugiego dnia zaserwowano nam dwa dnia główne - Szwedzi zagrali z Anglią, a wieczorem, jakby na deser, Chorwaci z Rosjanami, którzy nie są tacy słabi! Pierwszy mecz to nudy połączone z paroma fajnymi akcjami. Gra zakończyła się wynikiem 0:2 dla Synów Albionu. Pierwsza bramka padła w 30 minucie po wrzutce z rożnego, na piłkę napatoczył się młodzieniec Harry Maguire i trafił do siatki po raz pierwszy w karierze międzynarodowej. Po koniec pierwszej części Anglicy wykorzystywali nieuwagę piłkarzy z Ikei i wykonywali bardziej śmielsze akcje. I mogło tu już być 3:0, gdyby Sterling strzelił i się nie kiwał. W drugiej połowie padła w 58' druga bramka dla Anglii, wrzucono piłkę na Dele Alliego, a ten przymierzył główką i trafił w kamerę umieszczoną w siatce! No i strzelił gola, to z mniej ważnych rzeczy. Szwedzi po tym golu jakby się obudzili, przystąpili do agresywnych ataków, jak ten w 61 minucie z Forsbergiem na czele. Jednak obrona angielska i Pickford na bramce byli we właściwym miejscu i czasie. Gdyby nie Pickford, to mogłoby być po Anglikach! Próby z rzutów wolnych lądowały na orbicie. Szwecja została przez Anglików w tym meczu rozebrana, niczym szafa z Ikei.  Anglia, mimo tego, że mecz był nudny, pokazali, że potrafią ładnie i składnie grać w piłkę. I ten mecz był dobry w ich wykonaniu. Szwedzi nie imponowali, nie zaprezentowali się dobrze. W ich miejscu mogli się pojawić Szwajcarzy, gdyby nie ten rykoszet po strzale Forsberga w meczu 1/8. Na pewno Anglicy mieliby ciut trudniejsze zadanie. Mimo wszystko, Szwedom należy się szacun za stworzenie fajnej paczki piłkarzy, którzy awansowali do ćwierćfinału! Ze Zlatanem pewnie nie wyszliby z grupy. A football, no cóż, football is coming home!


W drugim meczu - deserze, który okazał się drugim, ale smaczniejszym, obiadem - widzieliśmy więcej bramek i więcej akcji. W pierwszej połowie Rosjanie i Chorwaci wymieniali się akcjami. W 31' Czeryszew walnął zza pola karnego tak, że Subaszić się zdziwił i nawet nie chciał tego strzału bronić! Obrońcy w sumie też z tym strzałem nie polemizowali. Realu Madryt, może znowu go kupicie?! Ale tym razem pamiętajcie o włączeniu go w kadrę meczową, aby nie było 0:3! Wódka w Rosji długo się nie polewała z radości, gdyż w 39' Hrvatska wykonała ładną akcję, którą wykończył Kramarić i był remis. Taki stan, mimo nieustających ataków, utrzymał się do przerwy. Po niej w 58' ładnie grali Chorwaci, a Ivan Periszić dobijał nieudaną dobitkę kolegi. I już się prawie cieszył, ale okazało się, że piłka odbiła się od słupka, nie wpadła do bramki, poleciała obok linii bramkowej. Tyle ze szczęścia Hrvatski. Nadal nie wiem, jakim cudem ta piłka nie wpadła do bramki! Dalsza część meczu to atak za atak z obu stron. Akcja, jak i gra piłkarzy obu stron była niezwykle zażarta. Było czuć, że oglądamy ćwierćfinał Mistrzostw Świata, a nie mecz towarzyski drużyn podwórkowych. Pod koniec drugiej części Rosja trochę siadła i wykorzystywała błędy Chorwatów. Chorwaci jednak częściej wykorzystywal ich brak kondycji fizycznej w tak intensywnym tempie gry. Uraz w końcówce złapał bramkarz Chorwatów Danijel Subaszić On jednak nie był na tyle poważny, aby mu uniemożliwił grę do końca podstawowego czasu, a nawet i w dogrywce.  Było potrzebne dodatkowe 30 minut. Na przełomie 98 i 99 minuty Rosjanie wykorzystali błąd w obronie Chorwacji i był napastnik sam na sam, jednak w porę został zneutralizowany. W 101 minucie był róg, z niego piłka poszła w szesnastkę, a Vida sobie uderzył, a piłka się tak toczyła, że się dotoczyła do bramki. I dzięki temu Chorwacja prowadziła, ich radość była nieziemska! Aż Domagoj Vida za ściągniętą koszulkę złapał żółtko. Potem atakowali Rosjanie, w drugiej połowie dogrywki także. W 110 bombę po wybiciu z pola karnego uderzoną przez rosyjskiego zawodnika przyjął ten dzielny Danijel Subaszić! W 114' nie miał szansy na wybicie rzutu wolnego po zagraniu ręką Pivaricia. Wrzucono, a Fernandes wbił tę piłkę do bramki. Gra zaczynała się po raz trzeci w tym meczu od nowa. I nadal obie strony walczyły. Ale ostatecznie doszło do karnych. Tam więcej szczęścia mieli Chorwaci, którzy wygrali 4:3 i awansowali do najlepszej czwórki turnieju! Kunsztem bramkarskim popisał się, zresztą jak w całym tym turnieju, Danijel Subaszić. On jest nieoceniony! Brakuje skali, aby ocenić jego bramkarstwo. Fernandesa zżarła presja, strzelił obok i tak oto spadł z nieba do piekła,. Modrić miał trochę fuksa, przeszedł przez czyściec, Kovaczić miał pecha, podobnie Smołow. Rosjanom jednak należy się wielki szacunek za ich wspaniałą grę na tym turnieju. Nikt się nie spodziewał, że gospodarze zagrają w ćwierćfinale. Gorąco liczę na to, że zobaczymy ich na EURO 2020, bo Czerczesow pokazał, że można zlepić fajną paczkę do gry w piłkę z części piłkarzy, którzy nie byli za bardzo znani opinii przed turniejem.
 


Dostajemy fajne półfinały Francuzów z Belgami i Anglików z Chorwatami. Serce mi podpowiada finał Belgia vs Chorwacja, ale niestety mój rozum obawia się, że zobaczymy ten mecz jako grę o brąz. Ten Mundial jednak przyzwyczaił nas do sensacji, dlatego nie zdziwię się, jeśli Belgowie pokonają Francuzów. A Anglicy chyba jednak pokonają Chorwatów, bo będą bardziej wypoczęci, a poza tym futbol musi wrócić do domu! Dajcie znać w komentarzu, jaki widzicie finał i mecz o brąz.

Komentarze

Przeczytaj jeszcze o:

#10 Jak Lech i Górnik uciekły spod ostrza eurowpierdzielu

Było blisko. Obie drużyny uratowały swoje sytuacje w końcówce. Ale to nie zmienia faktu, że zagrały beznadziejnie. Lech przegrał z Gandżasarem 2:1, a Górnik tylko zremisował 1:1 z ostatnią drużyną ligi mołdawskiej, Zarią Balti. Lech do stolicy Armenii jechał z wynikiem 2:0 zrobionym przy pustych trybunach, po słabym meczu. Pierwsze minuty gry nie zwiastowały tego, że Lech zagra wybitny mecz. Do okazji częsciej dochodziła ekipa Gandżasaru, która była bliżej bramki Putnockiego. Do przerwy drużyna z Poznania remisowała, ale ze wskazaniem na lepszą grę trzeciej drużyny ligi armeńskiej w sezonie 17/18, a także zdobywców Pucharu Armenii. Prawdziwy eurowpierdziel rozpoczął się w drugiej części gry. W 50 minucie Lubambo potwierdził dominację zespołu z Armenii i pokonał Putnockiego, dając prowadzenie tej drużynie. Do wyrównania brakowało im jednej bramki, a wtedy możliwa byłaby nawet dogrywka. I strzelili ponad kwadrans później, bo w 67 sześćdziesiątce meczu Harutjunian huknął z dystansu, Put...

#47 Twierdza Narodowy słaba, ale utrzymana, czyli Polska - Łotwa 2:0

Pierwszy domowy mecz eliminacji do EURO 2020 z Łotwą.  Zakończył się wynikiem 2:0, Robert Lewandowski i Kamil Glik trafili z główki do siatki, ale jest po tym meczu ogromny niesmak. Niemniej, wynik idzie w świat. Pierwsi dwie akcje przeprowadzili Łotysze, mocny strzał najpierw wybronił Szczęsny, potem też uderzenie głową on złapał. W osiemnastej minucie Robet Lewandowski huknął obok bramki w kosmos z "szesnastki". Miał dwóch partnerów, mógł im podać. Nasze wrzutki kończyły się niecelnie, nie mogliśmy zrobić jakiegoś fajnego, celnego strzału. W 24. Robert został wybroniony w polu karnym, a Krzysztof Piątek się przewrócił z piłką. Sędzia uznał to za próbę wymuszenia karnego i dał mu żółtko. Nasze dośrodkowania z gry były niecelne, niedobre, a jak nawet trafiały, to się odbijały od obrońców łotewskich. W 35. minucie Robert Lewandowski trafił w słupek. Ale ładnie się akcja rozproszyła. Trzy później Szczęsny wybronił błąd Kędziory, który uruchomił Gutkovskisa ze skrzydła. Po zie...

#56 Pół-europejskie finały - Baku i Madryt. Chelsea bierze Ligę Europy, Liverpool Ligę Mistrzów

Zapewne większość tych moich rozważań zleci na jazdę po Baku jako organizatorze finału Ligi Europy. I w sumie to dobrze, bo to narzekanie się im po prostu należy.  Na początku krótko o finale. Finał Ligi Europy, czyli derby Londynu padły łupem Chelsea, która pokonała Arsenal 4:1. Dwie bramki strzelił Eden Hazard, który zapewne odejdzie do Realu Madryt, wynik ustalali także Pedro oraz otwierający go Olivier Giroud w 49'. Jedyną bramkę dla "The Gunners" strzelił Alex Iwobi. Myślę, że ten wynik poszedł w świat, przeszedł do historii. Wynik poszedł, historia tej gry nie będzie wspominana. No, chyba że jesteście fanami Arsenalu, którzy nadal żałują, że w gablocie nie ma europejskiego pucharu. Ale myślę, że aspekty sportowe zeszły w tej grze na plan dalszy. Finał Ligi Europy odbył się w Baku, w stolicy Azerbejdżanu. Azerbejdżan położony jest na Zakaukaziu. To znaczy, że to nie jest Europa. Geograficznie. Bo jeżeli patrzymy w granicach federacji UEFA, to Azerbejdżan jest poło...