Przejdź do głównej zawartości

#24 Historia (nie) lubi się powtarzać, czyli Polska - Portugalia 2:3

Rozegraliśmy drugi mecz w ramach Ligi Narodów. Możemy więc powiedzieć, że jesteśmy na półmetku tych niebywałych rozgrywek. Podjęliśmy w Kotle Czarownic, prawie jak 12 lat temu Portugalię, choć tym razem bez Cristiano Ronaldo, ale jednak nadal silną. Nasza reprezentacja poległa, przegrała 1:3 z Mistrzami Europy.


Pamiętajcie, że to są tylko moje przemyślenia na temat tego, jak wyglądał mecz.

Zanim zacznę moje przemyślenia z tej gry naszej repry, mały rys historyczny. 11 października 2006 roku pokonaliśmy Portugalię 2:1. Ebi Smolarek strzelił dwa gole. 11 października 2014 roku Polska wygrała z Niemcami 2:0 na Narodowym, historyczne dwa strzały bramkowe mieli Milik z głowy i Mila po asyście Lewego.. 11 października 2015 roku Polska wygrała z Irlandią 2:1 i awansowała na EURO 2016. 11 października 2016 roku Polska wygrała fuksem w końcówce z Armenią 2:1. 11 października 2018 roku Robert Lewandowski rozegrał swój setny, a Kuba Błaszczykowski sto trzeci mecz w narodowych barwach. Nasza zwycięska passa, jak już wiecie, została przełamana.

W pierwszej części gry było duzo spokoju i trochę akcji. My zagrażaliśmy im, tak jak oni nam. W osiemnastej mieliśmy rzut rożny, wkręcił Rafał Kurzawa, a z główki uderzył ten, który udowadnia, że Piątek może być w czwartek! On jest nieoceniony i otworzył wynik tego meczu. Pierwsza połowa pokazała także, że nasze boki obrony istnieją teoretycznie, bo Portugalczycy wykorzystywali jak chcieli ten nasz brak. I wykorzystali w trzydziestej, ładne podanie do Andre Silvy i z tego było wyrównanie. Rozklepali nas bardzo ładnie i obrona była bez szans. Zarówno to był bład Bednarka, jak i Jędrzejczyka. Nawet i wtedy, gdy wykonano piękną wrzutkę z połówki i Glik strzelił samobója, choć miał wybić piłkę Silvy. Tak, to był dramat. W dwóch aktach. Nasza obrona była kiepska jak barszcz nie w Wigilię.  Portugalczycy mieli zdecydowanie więcej szans w tej części gry. Było widać, że naprawdę mają tę moc, której nam niestety zabrakło. Łukasz Fabiański robił to, co w West Hamie, czy wcześniej w Swansea, obrona trochę zawalała. A Jerzy Brzęczek trzaskał kolejne kilometry i trochę szkoda, że nie mamy dostępu do jego heatmapy!

Druga połowa to znowu grająca swoje Portugalia. My rozpoczęliśmy od mocnego uderzenia w postaci żółtej kartki Mateusza Klicha, a to było równoznaczne z jego wykluczeniem z następnej gry, czyli z meczu z Włochami. Trzeciego gola dla Portugalii strzelił w 52 minucie Bernardo Silva, ładne uderzenie z lewej, Fabianowi ta piłka pod ciałem przeleciała. Ułamek sekundy wcześniej i może to wyjąłby. Nasza lewa strona obrony nie istniała nadal. Niestety, ten Jędza to nie jest najlepsza jakość.  Portugalczycy nadal mieli akcję za akcją, moment za moment. Albo nasi wyjaśniali, albo ta piłka szła w trybuny. Obrona trochę leżała. Glik chyba też jakby nie był najświeższy. Na boisko wszedł po raz sto trzeci Kuba Błaszczykowski, pobił rekord Żewłakowa i jest już samotnym rekordzistą pod względem liczby spotkań.  Mieliśmy dwóch zawodników, którzy mają setkę na koncie na boisku w tym meczu, taki mały pozytyw. Są, jak to śpiewała Sylwia Grzeszczak, małe rzeczy, które mogą cieszyć. No i wszedł też Turbo. 75 minuta to był rzut wolny w naszym wykonaniu, ale  nie udało się tej piłki wbić do siatki. W 77 wyjęcie piłki z linii autowej (ona chyba była nawet za linią!) przez Grosickiego, wrzutka, minął się z piłką jeden z piłkarzy, a Kuba z pierwszej uderzył, jakże pięknie i było 2:3! To jest jubileusz! I myślę, że nawet uciszenie hejterów, którzy pisali, że Kuba jest naszej kadrze niepotrzebny. A jednak dopóki będzie np. takim superzmiennikiem, to byłoby świetnie. Jeżeli oczywiście dawałby przez to jakąś jakość. Nie napisałem nic o Robercie, oprócz tego o jego jubileuszu. No bo Lewego w tym meczu nie było. Nie był praktycznie widoczny. Cofał się, jak u Fornalika. Nie strzelił bramki, ma siódmą najdłuższą passę bez bramki w kadrze. Nie poradził sobie. Gdy Bayern jest bez formy, to i Lewy jest bez formy. To są ważne czynniki. On może sobie walnąć karnego ze spowolnieniem, ale gola z akcji nie strzeli. 

Brakowało jeszcze gola na wyrównanie, a tego nie udało się strzelić, mimo pasji, zaangażowania, wyjęcia piłki przez Kędziorę z linii po błędzie obrony w końcówce. Mogło być 2:4, 2:7, jest tylko 2:3. Przegrywamy ten mecz, nadal mamy ten punkt, mamy taki sam bilans, jak Włosi, czyli 0-1-1, bilansem bramek na wyjeździe jednak prowadzimy z nimi i tym sposobem utrzymujemy drugą lokatę (co za zasady!). Wygramy z Włochami, to wtedy musimy czekać na mecz ich z Portugalią. Ten oni muszą przegrać, abyśmy utrzymali się w tej lidze A. Niby proste, ale pewnie niemożliwe. Liczę na to, że w niedzielę pokonamy słabych Włochów i nie okaże się, że Polska jest słabsza od nich. Tamten mecz w Bolonii tej tezy nie potwierdzał.

Komentarze

Przeczytaj jeszcze o:

GT World Challenge - o co w tym chodzi?

Człowiek, który wygląda jak Jezus jest szefem zamieszania nazwanego jego imieniem. Stephane Ratel od lat organizuje wyścigi aut Grand Tourism (GT), a od kilku są one znane jako GT World Challenge. Dzisiaj krótkie wyjaśnienie ile serii organizuje, jaki jest format sezonów, wyścigów i punktacji w tych seriach.   Ile serii organizuje Stephane Ratel Organisation? Najprostszą odpowiedzią byłoby: w pizdu i jeszcze więcej. No ale dla dokładności warto opowiedzieć co on organizuje. SRO w skrócie organizuje serie aut GT2, GT3 i GT4, a także aut TCR w USA, ale tutaj skupiamy się na seriach aut GT3. Tak więc jest ich cztery - GT World Challenge Europe, America, Asia i Australia . Europejski odłam jest najbardziej rozbudowany i dzieli się na dwa puchary - Sprint Cup i Endurance Cup . Jest również British GT , czyli mistrzostwa Wielkiej Brytanii aut GT3 i GT4, ale nie jest to seria kontynentalna, mimo że jeden wyścig odbywa się w Europie kontynentalnej, tj. na Spa. Organizowany jest również...

Seria, Której Nikt Nie Ogląda #8 Monza FINAŁ

 To już koniec, nie ma już nic. Zakończył się sezon 2024 Euroformuły Open. Ostatni sezon z F320, które zastąpią F324. Na Monzy spadł deszcz, więc przez cały weekend towarzyszył chaos z nim związany. I o tym będzie w ostatnim odcinku tego cyklu w tym roku. Może doczeka się on kontynuacji, ale z jakiejś innej serii. W ten weekend w stawce pojawiło się zamieszanie . Na ostatnią rundę do stawki wrócił Bergmeister, pewnie po to, b y zagrozić trzeciemu Barrichello. Z nowych twarzy pojawił się Lankijczyk Yevan David (który pojechał w Igrzyskach Motorsportowych w Walencji, a polscy juniorzy nie), a także potężny (i to dosłownie) Czech, Roman Roubicek, który wreszcie wystartował w wyścigu . Z nimi jest jednak jeden podstawowy problem. Z uwagi na to, że to jest ich jedyna runda, w której brali udział (Czech miał jeszcze Red Bull Ring, ale tam się wycofał z całego weekendu), nie byli uprawnieni do zdobywania punktów. Dwa wyścigi odbyły się w sobotę, a trzeci w niedzielny poranek, bo popołu...

#173 GP USA 2005 - wyścig, z którego nie zrobię retro oglądania, a wpis

 Po kolejnym retro oglądaniu F1 z 9 maja (GP USA 2007) zapytano mnie na Twitterze, czy będzie w ramach cyklu GP USA 2005. Odpowiedziałem, że chyba nigdy, bo nie wydaje mi się, żeby farsa była elementem cyklu. Pomyślałem sobie jednak, że będzie ciekawszym, jeśli zrobię to w jakiejś formule wpisu na blogu, który będzie traktował o, jak się wydaje, największej kpinie w historii mistrzostw świata Formuły 1 (zaraz po GP Belgii 2021). Więc tak. Obejrzałem ten wyścig. Wystarczy, że ja przejechałem 73 okrążenia, wy już nie musicie. I myślę, że przeznaczenie łamów bloga, na którym mogę pisać bez granic jest świetnym pomysłem na opisanie tego czegoś. No to zapraszam, GP Stanów Zjednoczonych 2005. Dziękuję na początku za wytrwałość, jeżeli przeczytacie całość. Obrazki będą, co do "błyskotliwych analiz" jeszcze się okaże. Jeśli chcecie więcej takich retro in-depth, to piszcie. Żebyśmy mieli jasność. Sezon 2005 był jednym z dziwniejszych w kontekście przepisów.    W Formule 1 był zaka...