Przejdź do głównej zawartości

#50 Tydzień pożegnań, czyli masowa eksterminacja trenerska w Ekstraklasie (i nie tylko)

W pięćdziesiątych felietonach, czy blogach często twórcy wracają do swoich pierwszych przeżyć, pierwszych wpisów. Ponieważ mój blog (w tym wcieleniu!) jest dość młody - ma 9 miesięcy - to raczej odpuszczę sobie jakieś rozważania natury egzystencjalnej. A chcę zająć się tym, co się działo w Ekstraklasie i nie tylko. Bo to jest ciekawe.

Chcę napisać parę słów o tym, kogo pożegnaliśmy z Domu Wielkiego Brata Ekstraklasy w minionym tygodniu. To "w minionym tygodniu" prosi się aż o kontynuację "Pan Bóg powołał do wieczności...". Dobrze, że koniec trenowania drużyny ekstraklasowej nie oznacza końca życia, bo mielibyśmy dziwny tydzień. Ale i tak mieliśmy dziwne siedem dni, bo najpierw, w niedzielę z Lechem Poznań pożegnał się Adam Nawałka. Były selekcjoner reprezentacji Polski stał się też byłym trenerem Kolejorza, żegnając się w słabym stylu meczem z Koroną Kielce (0:0). Zresztą, całe te 4 miesiące Nawałki były czymś wyjątkowo słabym.- bilans to 5-1-5, czyli tak naprawdę wychodzi na to, że ani to nie wyszło na dobre, ani na złe. Jeżeli liczyć remis jako porażkę, to Nawałka nie wygrał nawet większości z tych 11 spotkań ligowych. Lech spadł prawie do strefy spadkowej. Nie dziwię się frustracji kibiców. W każdym spotkaniu to nie była dość sprawna drużyna. Wina po stronie Nawałki i wina po stronie zawodników. Po każdej stronie leży wina. Drużyna straciła raczej szanse na podium ligowe, na mistrzostwo. Na spadek chyba też, ale to bardziej pozytywny aspekt. "Dewenzywa"i "owenzywa" nie sprawdziły się, Lech nie grał jak Lech, a triumfy czy porażki raczej były spowodowane nieprzewidywalnością tej ligi. A ta liga potrafi w cholerę raz dać, a raz odebrać zwycięstwo.

W poniedziałek był Prima Aprilis. Wtedy napłynęły wieści o pożegnaniu z Legią Ricardo Sa Pinto (kontrakt na 3 lata, Mioduski tak długo go tam widział!), a mimo potwierdzenia w wielu źródłach tej informacji, klub wypuścił komunikat dopiero dnia następnego. 1 kwietnia to normalny dzień, trzeba było wypuścić tego dnia. A ludzie zdziwiliby się, jakby następnego dnia nie było dementi! Arogancki, nadgorliwy Portugalczyk wraca do siebie. Nie, nie do zdrowia, tylko do Portugalii! Wiem, to zdanie implikuje coś innego, zależnie od kontekstu!  Ta współpraca od początku przypominała portugalską telenowelę, w której jeden z bohaterów jest agresywny, skacze, robi dużo szumu, a o porażkę oskarża trawę, dziennikarzy, trenera drużyny przeciwnej, VAR, czy nawet fotoreporterów. Jeszcze brakuje tutaj stwierdzenia, że szyny były złe, a podwozie też było złe. Ten trener raczej był pomyłką prezesa Mioduskiego. Trochę przypomina mi to zaślepienie prezesa PZPN Zbigniewa Bońka w cudowność Jerzego Brzęczka. Ten w swoich wypowiedziach, szczególnie po ostatnim dwumeczu eliminacyjnym stwierdził, że sposób gry i prowadzenia drużyny jest OK i Brzeczek to trener na całe eliminacje. I EURO. No, ale efektywna to nasza gra nie jest. Było 1:0, 2 0, następny mecz prosi się o 3:0, ale gdyby reprezentację trenował Sa Pinto, to mógłby ten mecz skończyć na trybunach. W sumie to dobrze, że wraca do Portugalii. Egzotyczne wymysły trenerskie nie zawsze muszą być skuteczne.
.
We wtorek - mała niespodzianka - kolejne zwolnienie! Ale tym razem przed meczem derbowym Arka vs Lechia pożegnał się przez słabe wyniki trener Arki Gdynia Zbigniew Smółka. Arka na pewno zagra w grupie spadkowej, a nie wiadomo, czy z niej nie spadnie do 1. ligi, jeżeli nie zaczną wygrywać. Bo te 3 pkt przewagi nad Wisłą Płock i Zagłębiem Sosnowiec to w realiach polskiej ligi nic pewnego. Arka jest na 14. miejscu, ich forma w tym sezonie to równia pochyła. 6 zwycięstw, 9 remisów, 13 porażek. Gdybym wiedział, że ten sezon tak będzie dla nich wyglądał, napisałbym, że zwycięstwo w Superpucharze Polski z Legią było przypadkiem. Ale wtedy faktycznie wszystko wyglądało na to, że Arka może powalczyć o dobry wynik. Jak widać, stawianie przedwczesne winiosków i dawanie kasy na Arkę, że zajmie miejsce w TOP3, a nawet w TOP8 ligi było mocno nieopłacalne. Fan Arki płakał jak obstawiał. Będzie się działo ciekawie w następnych tygodniach, bo jeszcze Arkę możemy zobaczyć w następnym sezonie w 1. lidze, a nie wiadomo, czy nie wejdą w tango spadkowe, niczym Widzew parę sezonów temu, albo Górnik Łęczna. A jeżeli już mowa o Górniku Łęczna, do tej trójki panów na ławce dołączył Franciszek Smuda, który poleciał za słabą ostatnią serię 5 spotkań, w której wygrał tylko raz, a dwa razy zremisował i przegrał. W sumie, i tak spodziewałem się, że "Franz" prędzej czy później poleci z Łęcznej. Zespół do końca sezonu poprowadzi Marcin Broniszewski, a może w nim będzie nadzieja na lepsze wyniki Górnika.

A skoro piszę o tangu spadkowym, w takie tango może też wpaść Wisła Płock. W środę pożegnaliśmy Kibu Vikunię. Drużyna zajmuje piętnaste miejsce w lidze i zbliża się do spadku, ale jeszcze mogą się odratować w "Pucharze Maja", czyli w rundzie spadkowej. Szczególnie bolesnym dla fanów "Nafciarzy" jest pewnie fakt, że po dwóch sezonach bycia w grupie mistrzowskiej (z Marcinem Kaczmarkiem i Jerzym Brzęczkiem!) zderzają się ze zmianą trenera na Dariusza Dźwigałę i potem Kibu Vikunię, którzy nie dźwigają ciężaru prowadzenia tego zespołu, co powoduje ich słabą dyspozycję. Sam zespół nie wygląda też na dobrze zgrany. Trener Dominik Furman nie daje rady  , a zespół potrzebuje dobrego trenera. Jeżeli już nie wpadli w tango spadkowe - usilnie to powtarzam, bo jednak jak się wpada w tango, to już z niego nie można wyjść - to da się to wszystko odratować. Przed Wisłą ciężkie zadanie, bo na pewno nie marzy im się po 4 latach w Ekstraklasie spadek do 1. ligi. Nikt tego nie chce. Nawet Zagłębie Sosnowiec!

W czwartek natomiast pożegnaliśmy wieloletniego rzecznika prasowego Korony Kielce, jej spikera i tłumacza Pawła Jańczyka.  13 lat był spikerem, a 10 rzecznikiem prasowym. Prowadził wiele spotkań z prasą. Prowadził spotkania z 4 prezesami i 11 trenerami, także z Gino Lettierim. To prawdopodobnie przez źle przetłumaczone słowa z konferencji po grze z Jagiellonią (albo przez brak zaufania nowego zarządu?), pan Jańczyk pożegnał się z posadą. Najdłużej zajmujący swoją pozycję w Ekstraklasie. Był niczym Elżbieta II, która już rządziła Zjednoczonym Królestwem, gdy my dopiero się rodziliśmy i stawialiśmy pierwsze kroki. Szkoda człowieka, ale wierzę w to, że spore doświadczenie w tym świecie pozwoli mu już niedługo podjąć nowe wyzwania. A długości bycia rzecznikiem gratuluję, bo to jest na pewno jakiś rekord w polskiej piłce.

A sobie na koniec (tak, bo zawsze urywam końcówki, może i lepiej?) chcę pogratulować jednej rzeczy. I tylko jednej jedynej. Że nie zaniedbałem tego bloga, że ciągle go piszę, bo zobowiązałem się do tego. A wywiązuję się ze swoich zobowiązań i chcę dalej się z nich wywiązywać. Czego sobie i Państwu życzę.

A jeżeli chce Wam się do mnie napisać, to zapraszam - rafikrafowski@gmail.com

Komentarze

Przeczytaj jeszcze o:

#72 Łatwo z Łotwą w Rydze wygrywamy 3:0, ale to było pewne

Był sobie w czwartek mecz eliminacyjny z Łotwą w Rydze. I to miał być najłatwiejszy mecz tych eliminacji. I był, bo wygraliśmy go 3:0. Nie zmienia to tego, że wiało nudą. Jednak strzelanie zaczęło się szybko jak na kadrę Brzęczka, bo w dziewiątej minucie reprezentacja ładnie poklepała akcję i wszystko wykończył Robert Lewandowski. 58. gol w 109 grze w kadrze narodowej. Trzy minuty później strzelił gola numer 59 po ładnej asyście Kamila Grosickiego. Szybko udało się sklecić dwie bramki, ale to był obowiązek w grze przeciwko najsłabszej drużynie w grupie. 25 minut gry to były świetne ataki reprezentacji i gry z kontry. Świetnie się tu prezentowały skrzydła Szymański-Grosicki, które robiły dobrą pracę. Następne 20 minut pierwszej części gry to przyzwolenie na ataki Łotwy, oddawanie im niektórych piłek za friko i pozwalanie im na wykonywanie stałych fragmentów gry, jakimi były rzuty rożne. Było nudno, przewidywalnie, parę razy pociągnęliśmy akcję, ale traciliśmy piłkę. Druga połowa. Pono...

#33 Szwajcarski rodzynek, premiera Geigera, zwycięski Ryoyu, Polacy na podium, czyli Engelberg w Pucharze Świata

Szwajcaria. Kraj, w którym tylko jedno miasto w obecnych czasach organizuje Puchar Świata. Engelberg. Anielska Góra. To ta mieścinka była tradycyjnie gospodarzem w ostatni weekend Pucharu Świata przed Turniejem Czterech Skoczni. I, rzecz jasna, przed świętami. Skoczkowie, niczym anioły na swoich skrzydłach, latali na nartach. W piątek się kwalifikowano, zawody rozgrywano w śniegu, przy wietrze pod narty, więc punkty byly odejmowane. Najlepszy okazał się, rzecz jasna, Ryoyu Kobayashi i jego 137 metrów.  Pozostałe lokaty zajęli Stefan Kraft i Robert Johansson. Do tego drugiego trzy dziesiąte punkty stracił Kamil Stoch, który był czwarty. W konkursie sobotnim zobaczyliśmy komplet Polaków, bo udało się całej szóstce zakwalifikować do tego konkursu. W konkursie nie zobaczyliśmy trzech Rosjan, dwóch nielotów z Korei Południowej i Kazachstanu, Estończyka, Fina i Słoweńca, który niepotrzebnie grzeje miejsce w kadrze. Naglicz tak, to o tobie! Sobotni konkurs odbywał się w warunkach mocn...

#81 Typowa Ruka

Miało być inaczej, było jak zwykle. Ruka tradycyjnie była wietrzna i śnieżna. Oprócz śnieżycy i wiatru był Święty Mikołaj, były też skoki z dobrym udziałem Polaków. Piątkowe kwalifikacje zaczęły się z 15-minutowym opóxnieniem z  powodu opóźnienia treningu numer 2. W Wiśle było tak samo, tutaj jednak zawinił świeży śnieg, który trzeba było ubić. Świeży z nieba, nie świeży sztuczny! Kwalifikacje i 3000 franków wygrał Timi Zajc, skacząc 139m z belki 7 - kwalifikacje były toczone z niej i z belki numer 9, która była podstawową i z której 59 skoków zostało oddanych. Uśredniony pomiar wiatru wahał się w większości skoków w przedziale 1,5-2m/s pod narty, stąd ogromne ilości punktów byly odejmowane. Najdalej skoczył Karl Geiger - 147,5m, czym wyrównał rekord Rukatunturi, a to starczyło na trzecie miejsce w Q, drugi był Wąsacz z Norwegii.  Lider Pucharu Świata ledwo co przeszedł kwalifikacje, wiatr wiał, a on był 43 - 108,5m. Wszyscy Polacy przeszli kwalifikacje, najlepszy był Kuba W...