Przejdź do głównej zawartości

#56 Pół-europejskie finały - Baku i Madryt. Chelsea bierze Ligę Europy, Liverpool Ligę Mistrzów

Zapewne większość tych moich rozważań zleci na jazdę po Baku jako organizatorze finału Ligi Europy. I w sumie to dobrze, bo to narzekanie się im po prostu należy.

 Na początku krótko o finale. Finał Ligi Europy, czyli derby Londynu padły łupem Chelsea, która pokonała Arsenal 4:1. Dwie bramki strzelił Eden Hazard, który zapewne odejdzie do Realu Madryt, wynik ustalali także Pedro oraz otwierający go Olivier Giroud w 49'. Jedyną bramkę dla "The Gunners" strzelił Alex Iwobi. Myślę, że ten wynik poszedł w świat, przeszedł do historii. Wynik poszedł, historia tej gry nie będzie wspominana. No, chyba że jesteście fanami Arsenalu, którzy nadal żałują, że w gablocie nie ma europejskiego pucharu. Ale myślę, że aspekty sportowe zeszły w tej grze na plan dalszy. Finał Ligi Europy odbył się w Baku, w stolicy Azerbejdżanu. Azerbejdżan położony jest na Zakaukaziu. To znaczy, że to nie jest Europa. Geograficznie. Bo jeżeli patrzymy w granicach federacji UEFA, to Azerbejdżan jest położony w Europie, tak samo jak Armenia, Gruzja czy Kazachstan. Przez konflikt Armenii z Azerbejdżanem, Henrikh Mchitarjan nie mógł w tym meczu zagrać, bo nie zapewniono mu bezpieczeństwa. Na trybunach spora część miejsc była pusta. Doping był średni. Trybuny były oddalone od boiska bardziej, niż to jest nawet na Olympiastadionie w Berlinie. Pamiętam, jak na tym stadionie w Baku organizowano lekkoatletykę w ramach Igrzysk Europejskich. Też średnio podobał mi się ten odstęp, mimo że tam, na tych zielonych polach jest bieżnia. Ale to i tak nie zmienia faktu, że to wyglądało dziwnie. Tak samo realizacja telewizyjna. Z tak oddaloną kamerą na akcję to można grać w FIFĘ. No chyba, że realizator wyszedł z założenia, że wszyscy widzowie grają w FIFĘ na takich ustawieniach kamery. Na plus spidercam, ale to jest obligatoryjne. Ten finał wyszedł Baku na minus.  Jednak coraz żywsze plany mają działacze co do organizacji finału Ligi Mistrzów za oceanem. Z jednej strony fajnie, bo amerykański przepych. Z drugiej szkoda, bo finał będzie nocny. Ale dobrze, że nie ma planów organizacji finału w Chinach, bo tam organizacja pewnie byłaby słaba, mimo chińskiego perfekcjonizmu. No ale finał za to do obiadu!

 Finał Ligi Mistrzów w Madrycie na Wanda Metropolitano z Realem Madryt, który wygrywa czwarty puchar z rzędu na stadionie swojego odwiecznego wroga. Otóż nie tym razem! Był to finał angielski, Tottenham Hotspur zagrał mecz z Liverpoolem. Pierwszy finał Tottenhamu, kolejny Liverpoolu, który przyjechał z myślą o szóstym pucharze w historii. I to się stało, bo Liverpool pokonał w tym dość średnim finale Tottenham 2:0. Bramki strzelali: Salah z karnego w drugiej minucie i Origi w 87 minucie gry. Wiem, szerzej od tego karnego Salaha jest komentowany tyłek Kinsley Wolanski, która wbiegła na boisko z promocją kanału swojego partnera-prankstera na YT. Ale ja jednak chcę się skupić na aspekcie sportowym widowiska. Tego karnego być nie powinno.  Piłka, którą chciał dośrodkować Sadio Mane trafiła jednego z obrońców Tottenhamu w pachę. Dla mnie to nie jest rzut karny, chyba że faktycznie pacha dołącza się do poszerzenia obrysu ciała. A jeśli nie, to gdzie był VAR? Sędziowie poszli na lody?  W sumie było gorąco. Ale to nie zmienia faktu, że należałoby tę akcję jeszcze raz przeanalizować i dojść do wniosku, że jest, albo nie ma karnego. W każdym razie, Mo Salah strzelił bramkę, której rok temu nie strzelił przez faul Ramosa. Ma bramkę i tego już nie da się cofnąć, nawet jeśli tam nie było karnego. Drugi gol to Origi, ładna akcja, uderzenie tego, który wbiegał w pole karne i 2:0. Liverpool zdobył szóste trofeum, wreszcie tym ostatnim nie jest to, które zrobił powrót z 0:3 do 3:3 i "Dudek Dance". Allison zdobył pierwsze od 9 lat czyste konto w finale Ligi Mistrzów. Jednak cały mecz to była trochę nuda, nie było zbyt wiele porywających akcji. Może i też to było spowodowane temperaturą w Madrycie albo okresem, jaki minął od ostatniego ligowego meczu, albo specyfiką piłkarskich szachów. Wynik poszedł w świat, jednak mecz nie porwał. Może w następnym roku finał Ligi Mistrzów porwie nas akcją, licznymi odpowiedziami obu drużyn, interwencjami VAR. W tym roku było trochę nudno. Jednak finał pokazał najlepszą drużynę sezonu w Lidze Mistrzów i tą był Liverpool.


Komentarze

Przeczytaj jeszcze o:

#72 Łatwo z Łotwą w Rydze wygrywamy 3:0, ale to było pewne

Był sobie w czwartek mecz eliminacyjny z Łotwą w Rydze. I to miał być najłatwiejszy mecz tych eliminacji. I był, bo wygraliśmy go 3:0. Nie zmienia to tego, że wiało nudą. Jednak strzelanie zaczęło się szybko jak na kadrę Brzęczka, bo w dziewiątej minucie reprezentacja ładnie poklepała akcję i wszystko wykończył Robert Lewandowski. 58. gol w 109 grze w kadrze narodowej. Trzy minuty później strzelił gola numer 59 po ładnej asyście Kamila Grosickiego. Szybko udało się sklecić dwie bramki, ale to był obowiązek w grze przeciwko najsłabszej drużynie w grupie. 25 minut gry to były świetne ataki reprezentacji i gry z kontry. Świetnie się tu prezentowały skrzydła Szymański-Grosicki, które robiły dobrą pracę. Następne 20 minut pierwszej części gry to przyzwolenie na ataki Łotwy, oddawanie im niektórych piłek za friko i pozwalanie im na wykonywanie stałych fragmentów gry, jakimi były rzuty rożne. Było nudno, przewidywalnie, parę razy pociągnęliśmy akcję, ale traciliśmy piłkę. Druga połowa. Pono...

#33 Szwajcarski rodzynek, premiera Geigera, zwycięski Ryoyu, Polacy na podium, czyli Engelberg w Pucharze Świata

Szwajcaria. Kraj, w którym tylko jedno miasto w obecnych czasach organizuje Puchar Świata. Engelberg. Anielska Góra. To ta mieścinka była tradycyjnie gospodarzem w ostatni weekend Pucharu Świata przed Turniejem Czterech Skoczni. I, rzecz jasna, przed świętami. Skoczkowie, niczym anioły na swoich skrzydłach, latali na nartach. W piątek się kwalifikowano, zawody rozgrywano w śniegu, przy wietrze pod narty, więc punkty byly odejmowane. Najlepszy okazał się, rzecz jasna, Ryoyu Kobayashi i jego 137 metrów.  Pozostałe lokaty zajęli Stefan Kraft i Robert Johansson. Do tego drugiego trzy dziesiąte punkty stracił Kamil Stoch, który był czwarty. W konkursie sobotnim zobaczyliśmy komplet Polaków, bo udało się całej szóstce zakwalifikować do tego konkursu. W konkursie nie zobaczyliśmy trzech Rosjan, dwóch nielotów z Korei Południowej i Kazachstanu, Estończyka, Fina i Słoweńca, który niepotrzebnie grzeje miejsce w kadrze. Naglicz tak, to o tobie! Sobotni konkurs odbywał się w warunkach mocn...

#81 Typowa Ruka

Miało być inaczej, było jak zwykle. Ruka tradycyjnie była wietrzna i śnieżna. Oprócz śnieżycy i wiatru był Święty Mikołaj, były też skoki z dobrym udziałem Polaków. Piątkowe kwalifikacje zaczęły się z 15-minutowym opóxnieniem z  powodu opóźnienia treningu numer 2. W Wiśle było tak samo, tutaj jednak zawinił świeży śnieg, który trzeba było ubić. Świeży z nieba, nie świeży sztuczny! Kwalifikacje i 3000 franków wygrał Timi Zajc, skacząc 139m z belki 7 - kwalifikacje były toczone z niej i z belki numer 9, która była podstawową i z której 59 skoków zostało oddanych. Uśredniony pomiar wiatru wahał się w większości skoków w przedziale 1,5-2m/s pod narty, stąd ogromne ilości punktów byly odejmowane. Najdalej skoczył Karl Geiger - 147,5m, czym wyrównał rekord Rukatunturi, a to starczyło na trzecie miejsce w Q, drugi był Wąsacz z Norwegii.  Lider Pucharu Świata ledwo co przeszedł kwalifikacje, wiatr wiał, a on był 43 - 108,5m. Wszyscy Polacy przeszli kwalifikacje, najlepszy był Kuba W...