Przejdź do głównej zawartości

#74 Świetny sezon reprezentacji Polski w siatkówce mężczyzn

To był naprawdę dobry sezon. Brąz Ligi Narodów, brąz Mistrzostw Europy, a na koniec srebro Pucharu Świata, który i tak się już nie liczy, ale medal to medal. Zabrakło złota, ale co się odwlecze...

O brązie Ligi Narodów nie warto się rozpisywać, bo już o tym pisałem. Wszystko wiecie, więc możemy pójść do bardziej istotnej imprezy! Brąz Mistrzostw Europy. Przez nie przeszliśmy jak burza do półfinału. Pokonywaliśmy przeciwników, przechodząc przez nich niczym dobrze naostrzony tasak. Estonia, Holandia, Czechy, Czarnogóra, Ukraina w grupie. Estonia była pokonana do 1, a reszta drużyn do 0. Te mecze nie były warte oglądania. Nie było w nich żadnej akcji, były nudne i krótkie. Siatkówka powinna być generalnie krótka, ale rozwleka się nieraz do 2,5 godziny, bo są przerwy, bo jest długa celebracja, bo jest challenge, który w CEV jest gorszy niż w FIVB. Ale to lepiej niż kiedyś, gdy mecze potrafiły trwać 4 godziny! Siatkówka przeszła długą drogę, aby to był sport telewizyjny. I chyba w tym momencie, gdzie zanikają już przerwy techniczne jest bardziej oglądana. Hiszpania i Niemcy też zostały pokonane do 0 w 1/8 i ćwierćfinale turnieju. Tych meczów w sumie też nie było warto oglądać, mimo że to faza pucharowa i powinny być to ważne mecze. A było łatwo i przyjemnie, choć napotkaliśmy na pewne błędy w zagrywce i przyjęciu, które można było skorygować już w fazie grupowej. Może gdybyśmy zagrali cięższe gry w dwóch pierwszych meczach fazy pucharowej, to nie byłoby mocnego zderzenia ze ścianą, jaką okazali się ponownie Słoweńcy. Przychodzi co do Mistrzostw Europy, spotykamy Słoweńców i zbieramy baty. W półfinale pokonali nas 1:3. Byliśmy bezradni, mimo że drugiego seta udało się odratować. Jednak w większości scenariusz tego półfinału polegał na tym, że rolę zająca odgrywała Słowenia, a Polska, niczym na bieżni lekkoatletycznej biegła za nim, jak Kenijczycy na 5000m. I zając wygrał, bo nie udało się Polakom ich dogonić. Finał był bałkański, bo Serbia pokonała w półfinale po tie-breaku Francję i w niedzielę grała z naszymi pogromcami. My graliśmy w sobotę, w Paryżu z Francją, która była niesiona dopingiem. Tylko ten doping nie pomógł, bo to Polska okazała się być górą. 3:0 po ciężkiej walce, trzeci set świetnie rozegrany. Francja bez medalu, my z brązem. Brąz, który smakuje dobrze, który mógł być złotem, ale ostatecznie złoto nie było Słoweńców, lecz Serbów. Słowenia ukradła im pierwszego seta, ale trzy następne to były gładkie wygrane Serbów. Języki słowiańskie na podium. Serbia, Słowenia, Polska. Z kolejnej imprezy z rzędu wywozimy medal.

 

Z Japonii też wywieźliśmy! Srebro Pucharu Świata, tak jak 8 lat temu. Wtedy zwycięzcą okazała się być Rosja, a my byliśmy drudzy. I to dało nam awans na igrzyska do Londynu. Tym razem srebro jest srebrem. Po prostu. Srebrny medal. Bez żadnych kwalifikacji, dodatkowych przepustek. Bo Puchar Świata stracił rangę turnieju kwalifikacyjnego do igrzysk. Polska jest już na igrzyskach po turnieju sierpniowym. Ale mam wrażenie, że mimo wszystko Puchar Świata powinien być nie tylko o Puchar Świata, ale też o kwalifikację dla niektórych państw. Może dla tych będących na dalszych miejscach od tych już zakwalifikowanych. Wygrała Brazylia, która wygrała wszystkie mecze, ale punkty straciła dopiero z Polakami. Jeden punkt, bo wygrała z nami po tie-breaku. Był to jednak niesamowity mecz, bo czuło się, że walczą ze sobą jedne z najlepszych drużyn siatkarskiego świata. Szczególnie polecam akcję z początku tie-breaka. To nasze wyratowanie piłki było majstersztykiem. Dobry mecz zagraliśmy też z USA, ale przegraliśmy. Graliśmy jednak na przewagi, co w meczach z nimi jest zazwyczaj wynikiem dobrej, stabilnej gry.  Reszta meczów, rozgrywanych wcześnie rano czasu polskiego to raczej historia taka, jak na Mistrzostwach Europy. Łatwe i średnie wygrane 3:0 i 3:1, oddane sety to był jednak wyraz testowania pewnych rozwiązań. Pewne sety w meczach wygranych 3:0 były grane na przewagi i były trudne. A wygraliśmy z Tunezją, Japonią, Argentyną, Włochami, Rosją, Egiptem, Australią, Kanadą i Iranem. Tak, z Iranem też wygraliśmy i to 3:0! To był solidny Puchar Świata. W większości spotkań rozegrany bez większego stresu. W walce o wygraną byliśmy, ale Brazylia potwierdziła ogromną klasę. Może za 4 lata Puchar Świata wreszcie będzie nasz? Byłoby fajnie. To jest jedyne trofeum, jakiego brakuje nam w gablocie.

W sezonie 2019 zdobyliśmy brązowy medal Ligi Narodów, wygrywając 3:0 z Brazylią. Zdobyliśmy brązowy medal Mistrzostw Europy, pokonując Francję 3:0. Na koniec zdobyliśmy srebro Pucharu Świata z bilansem 9-2. To był bardzo dobry sezon. Może bez złota Mistrzostw Europy, ale medal każdego koloru tutaj był na pewno oczekiwany. Mamy więc brąz, brąz i srebro. A co jeśli w sierpniu dołożymy złoto Igrzysk Olimpijskich? To jest możliwe. Tylko trzeba, po pokonaniu pięciu grupowych rywali, przejść ten nieszczęsny ćwierćfinał...

Komentarze

Przeczytaj jeszcze o:

#72 Łatwo z Łotwą w Rydze wygrywamy 3:0, ale to było pewne

Był sobie w czwartek mecz eliminacyjny z Łotwą w Rydze. I to miał być najłatwiejszy mecz tych eliminacji. I był, bo wygraliśmy go 3:0. Nie zmienia to tego, że wiało nudą. Jednak strzelanie zaczęło się szybko jak na kadrę Brzęczka, bo w dziewiątej minucie reprezentacja ładnie poklepała akcję i wszystko wykończył Robert Lewandowski. 58. gol w 109 grze w kadrze narodowej. Trzy minuty później strzelił gola numer 59 po ładnej asyście Kamila Grosickiego. Szybko udało się sklecić dwie bramki, ale to był obowiązek w grze przeciwko najsłabszej drużynie w grupie. 25 minut gry to były świetne ataki reprezentacji i gry z kontry. Świetnie się tu prezentowały skrzydła Szymański-Grosicki, które robiły dobrą pracę. Następne 20 minut pierwszej części gry to przyzwolenie na ataki Łotwy, oddawanie im niektórych piłek za friko i pozwalanie im na wykonywanie stałych fragmentów gry, jakimi były rzuty rożne. Było nudno, przewidywalnie, parę razy pociągnęliśmy akcję, ale traciliśmy piłkę. Druga połowa. Pono...

#33 Szwajcarski rodzynek, premiera Geigera, zwycięski Ryoyu, Polacy na podium, czyli Engelberg w Pucharze Świata

Szwajcaria. Kraj, w którym tylko jedno miasto w obecnych czasach organizuje Puchar Świata. Engelberg. Anielska Góra. To ta mieścinka była tradycyjnie gospodarzem w ostatni weekend Pucharu Świata przed Turniejem Czterech Skoczni. I, rzecz jasna, przed świętami. Skoczkowie, niczym anioły na swoich skrzydłach, latali na nartach. W piątek się kwalifikowano, zawody rozgrywano w śniegu, przy wietrze pod narty, więc punkty byly odejmowane. Najlepszy okazał się, rzecz jasna, Ryoyu Kobayashi i jego 137 metrów.  Pozostałe lokaty zajęli Stefan Kraft i Robert Johansson. Do tego drugiego trzy dziesiąte punkty stracił Kamil Stoch, który był czwarty. W konkursie sobotnim zobaczyliśmy komplet Polaków, bo udało się całej szóstce zakwalifikować do tego konkursu. W konkursie nie zobaczyliśmy trzech Rosjan, dwóch nielotów z Korei Południowej i Kazachstanu, Estończyka, Fina i Słoweńca, który niepotrzebnie grzeje miejsce w kadrze. Naglicz tak, to o tobie! Sobotni konkurs odbywał się w warunkach mocn...

#81 Typowa Ruka

Miało być inaczej, było jak zwykle. Ruka tradycyjnie była wietrzna i śnieżna. Oprócz śnieżycy i wiatru był Święty Mikołaj, były też skoki z dobrym udziałem Polaków. Piątkowe kwalifikacje zaczęły się z 15-minutowym opóxnieniem z  powodu opóźnienia treningu numer 2. W Wiśle było tak samo, tutaj jednak zawinił świeży śnieg, który trzeba było ubić. Świeży z nieba, nie świeży sztuczny! Kwalifikacje i 3000 franków wygrał Timi Zajc, skacząc 139m z belki 7 - kwalifikacje były toczone z niej i z belki numer 9, która była podstawową i z której 59 skoków zostało oddanych. Uśredniony pomiar wiatru wahał się w większości skoków w przedziale 1,5-2m/s pod narty, stąd ogromne ilości punktów byly odejmowane. Najdalej skoczył Karl Geiger - 147,5m, czym wyrównał rekord Rukatunturi, a to starczyło na trzecie miejsce w Q, drugi był Wąsacz z Norwegii.  Lider Pucharu Świata ledwo co przeszedł kwalifikacje, wiatr wiał, a on był 43 - 108,5m. Wszyscy Polacy przeszli kwalifikacje, najlepszy był Kuba W...