Przejdź do głównej zawartości

#147 Sezon 2021 IndyCar - podsumowanie 62,5% sezonu

Sezon 2021 IndyCar jest, jak zresztą każdy, bardzo emocjonujący. Walka o tytuł zapowiada się pasjonująco, a niektórzy faworyci już zostali zweryfikowani. Zapraszam więc na podsumowanie 62,5% sezonu 2021. Dlaczego ta liczba? Bo jesteśmy po 10 z 16 rund sezonu, a obliczenia matematyczne niewymagające wykształcenia wyższego dają taki procent wyścigów, które odbyły się w tym sezonie.

Kierowcy przejechali już 10 rund, a przed nimi zostało ostatnie 6 - Nashville, pętla drogowa Indianapolis Motor Speedway, Gateway, Portland, Laguna Seca, Long Beach. Oto zwycięzcy 10 poprzednich rund:

Barber Motorosports Park - PP O'Ward, win Palou,
St. Petersburg - PP i win Herta
Texas 1 - PP Palou, win Dixon
Texas 2 - PP Dixon (na podstawie klasyfikacji generalnej, kwali odwołane), win O'Ward
IMS (pętla drogowa) - PP Grosjean, win VeeKay
Indy 500 - PP Dixon, win Castroneves
Detroit sobota - PP O'Ward, win Ericsson
Detroit niedziela - PP Newgarden, win O'Ward
Road America - PP Newgarden, win Palou
Mid-Ohio - PP i win Newgarden

Zaskoczenia? Świetną dyspozycję prezentuje Alex Palou. Hiszpan ma bardzo dobry sezon, o czym świadczy prowadzenie w klasyfikacji generalnej. Jest mocnym faworytem do zdobycia tytułu w tym sezonie. Przesiadka z Dale Coyne Racing do zespołu Chipa Ganassiego dała mu ogromne szanse by rywalizować z najlepszymi, co zaprocentowało dwoma wygranymi, 6 podiami w tym sezonie. Stąd jest wielka szansa, by IndyCar miało pierwszego w historii mistrza z Hiszpanii. Byli kierowcy w erze Champ Car, a także IndyCar którzy walczyli o najwyższe cele jak Oriol Servia, wicemistrz Champ Car z 2005 i P4 w 2011 w IndyCar, jednak natrafił on na erę Sebastiena Bourdais oraz wojny Team Penske (Power) - Chip Ganassi Racing (Franchitti i Dixon) i mógł być maksymalnie "best of the rest". Dlatego też Palou ma ogromne szanse na to, by być najlepszym Hiszpanem jeżdżącym za oceanem. Był taki jeden, co walczył o potrójną koronę, ale chyba mu przeszło.


Drugim takim kierowcą jest Pato O'Ward. Meksykanin, który już w 2020 jeździł świetnie w 2021 jeździ jeszcze lepiej. Wygrał także dwa wyścigi, cztery razy łącznie stając na podiach. Szczególnie triumf niedzielny w Detroit i pogoń na ostatnich okrażeniach za Josefem Newgardenem i wyprzedzanie będzie czymś niezapomnianym. Niesamowity kunszt jazdy oraz mega przygotowanie samochodu przez zespół Arrow McLarena zaprocentowały w tym sezonie. A dzięki swojej dobrej formie Meksykanin będzie miał okazję sprawdzenia na testach posezonowych auta McLarena w Formule 1. Wiele osób widzi go na miejscu Daniela Ricciarod, który obecnie po przejściu do tego zespołu w królowej motorosportu ma niemałe problemy, jednak nie skreślajmy Australijczyka, bo jest jeszcze sporo wyścigów do końca sezonu i może się odnaleźć w zespole. A Pato niech dalej jeździ i pokazuje swój talent w IndyCar, dzięki czemu na pewno będzie faworytem do walki o mistrzostwo. 

Trzeci kierowca? Marcus Ericsson. Kto przed sezonem spodziewałby się, że będzie najlepszym Szwedem? Bardzo solidna jazda na torach drogowych, a na owalach słaby weekend w Teksasie, lecz później w Indy 500 P11, najlepsze w karierze. Wszystkie wyścigi na torach drogowych ukończone w TOP10, w tym wygrana w sobotę w Detroit oraz drugie miejsce w Mid-Ohio, gdzie gdyby był dłuższy dystans (nie 80, a jakieś 82-83 okrążenia), to też by wygrał. Fajnie, że znalazł swoje miejsce, liczę na więcej, już ma TOP5 w klasyfikacji generalnej, awans o 3 pozycje po Mid-Ohio. Są perspektywy na to, że może być wyżej. Chip Ganassi ma dar do znajdowania talentów - jak nie Palou, to Ericsson. To są dwa konie pociągowe jego ekipy w tym sezonie, nie zapominając, rzecz jasna, o Scocie Dxonie, który aktualnie jest w TOP3 i, co ważne, nie wypada z walki o tytuł, mimo że Indy 500 nie poszło tak jak chciał (był na PP,  ale awaria w boksach sprawiła, żę nie był w stanie po pierwszym zjeździe rywalizować w czołówce).


W pewnym sensie zaskoczeniem mógł być triumf w Indy 500 Helio Castronevesa (jechał ze swoim numerem 6, ale także z "zerem" przed szóstką, czyli 06, bo numer 6 jest własnością Teamu Penske). Brazylijczyk poszedł va bank, wybrał Meyer Shank Racing, zespół, który ani razu nie wygrał wyścigu serii IndyCar, a jedyne podium, na wersji drogowej Indianapolis Motor Speedway w 2019 roku zawdzięczają Jackowi Harveyowi. Jednak Brytyjczyk nie był głównym aktorem podczas Indianapolis 500. Od początku po starcie z ósmego pola Helio trzymał się na czele stawki, a walkę o zwycięśtwo stoczył z Alexem Palou. Walka ta okazała się zwycięska, dzięki czemu mógł świętować czwarty triumf w 500-milowym wyścigu, a pierwszy w historii zespołu o różowych barwach. 20 lat temu triumfował po raz pierwszy, a następne wygrane miały miejsce w 2002 i 2009 roku. W 2021 roku, w swoim 21. sezonie startów dołączył do A.J. Foyta, Alana Mearsa i Ala Unsera seniora, którzy triumfowali cztery razy. Gigant, legenda z Sao Paulo. Wiek nie ma znaczenia. Potrafi w ściganie na owalach i nie tylko na torze w Indianapolis to udowadniał. Nic to, że nie zdobył ani jednego mistrzostwa IndyCar. Mistrzostwo Indy 500 może jest nawet od tego ważniejsze. Czy pokusi się o piąty triumf? Byłoby to czymś historycznym dla amerykańskich wyścigów i wiele osób na pewno na to czeka, jednak decyzja o tym, czy będzie bronił w 2022 roku triumfu z 2021 należy do kierowcy.


 

Rozczarowania? Parę ich jest. Pierwszym postawa Willa Powera. Na to też się złożył pech. Power mógł wygrać pierwszy wyścig w Detroit, jednak awaria jednostki napędowej i brak możliwości jej uruchomienia na restart po czerwonej fladze na ostatnie okrązenia wyścigu sprawiła, że nie był w stanie rywalizować. Zachwycił w Alabamie na początku sezonu, gdzie był drugi oraz na Road America, gdzie był trzeci. Poza tym Aussie nie był w stanie walczyć o wysokie miejsca w Teksasie, na Indy GP, na Indy 500, gdzie był o włos od kompromitacji, gdyby się nie zakwalifikował do wyścigu, oraz na Mid-Ohio, gdzie kolizja z Edem Jonesem nie dała mu możliwości dalszej jazdy.  Poza tym P6 w niedzielnym Detroit i P8 w St. Pete. Bardzo przeciętny sezon, Nashville pokaże, czy będzie w stanie powalczyć o pierwszą dziesiątkę.

Martwić może postawa Ryana Hunter-Reaya. Mistrz IndyCar z 2012 roku tylko raz zdołał w 2021 roku wbić do pierwszej dziesiątki - P10 w niedzielę w Teksasie. Poza tym P11 w niedzielnym Detroit i P12 w wyścigu na drogowej wersji IMS. Oprócz Alabamy wszędzie dojechał do mety, jednak siedemnaste miejsce w klasyfikacji generalnej może być sporym rozczarowaniem.

Sporym rozczarowaniem może być Felix Rosenqvist. Szwed, który zmienił w tym sezonie Chip Ganassi Racing na Arrow McLarena nie imponuje. W St. Pete dał radę pojechać na P12,  w sobotę w Teksasie na P13. Dalsze wyniki nie są dla niego dobrą wskazówką, poza sobotnim wyścigiem w Detroit, gdzie doszło do blokady przepustnicy, przez co doznał kontuzji, która wykluczyła go z jazdu w niedzielę w Detroit, gdzie zastąpił go Oliver Askew i na Road America, gdzie zastąpił go Kevin Magnussen. Patrząc jednak na to, że zazwyczaj miał lepsze drugie połowy sezonu to może w tym przypadku Felix również rozkręci się w jego drugiej połowie.

Nowicjusz 62,5% sezonu - przez to, że jedzie wszystkie wyścigi w sezonie jest nim Scott McLaughlin. Australijczyk wszedł do IndyCar, miał super wyścigi w Teksasie, gdzie stanął w pierwszym wyścigu na podium, a w drugim i w Indy GP był w dziesiątce. Na owalu w Teksasie świetny, w Indy 500 przeciętny, w całym sezonie średni, ale że to sezon debiutancki, to wyniki w miarę. Gdyby jednak wybierać rookie tylko na torach drogowych, to przewodziłby dziarskim krokiem Romain Grosjean. Francuz po przesiadce z Formuły 1 notuje fantastyczne wyniki. Dziesiąty w Alabamie, trzynasty w St. Pete, drugi po starcie z PP w Indy GP, potknięcie w Detroit, którego dwa razy nie ukończył,  P5 na Road America i P7 na Mid-Ohio. Romek pokazuje moc, świetną jazdę i to, że nie zatracił tego, gdy jeździł w Haasie. A Jimmie Johnson...cóż, jeździ we własnej lidze, dojeżdża przedostatni lub ostatni, spinuje, wywołuje neutralizacje. Nawet taki Dalton Kellett, który jeździ niewiele lepiej jest lepszy od niego. Mam szczerą nadzieję, że zobaczymy siedmiokrotnego mistrza serii pucharowej NASCAR na owalach w 2022, bo myślę, że tam na pewno dałby radę nawiązać rywalizację z najlepszymi i może pokazać to, co pokazywał przez wiele sezonów w NASCAR. Choć i tak ten ostatni sezon w NASCAR już nie był dobrą prognozą na to, co może być w IndyCar.

Wyścig 62,5% sezonu - to zagadnienie między trzema rundami. Indy GP, gdzie pole position zdobył Romain Grosjean, a później długo trzymał się na prowadzeniu, które, jak i wygraną, odebrał mu Rinus VeeKay. Indy 500, gdzie przez praktycznie cały wyścig mieliśmy super rywalizację Alexa Palou, Helio Castronevesa i Simona Pagenaud o wygraną, którą mógł zdobyć Pagenaud, gdyby wyścig trwał trochę dłużej, a zdobył po super manewrze Helio, dzięki czemu mógł znowu wspiąć się na płot. Detroit 1, gdzie była super walka o triumf, zwrot akcji w końcówce przez DNF Powera i pierwszy w karierze triumf Marcusa Ericssona. Szwed zachwycił, zaimponował w tamtej rundzie i następne rundy tak naprawdę pokazały, że to nie był fuks, że walczył wtedy o wygraną. Drugiego Detroit tu nie ma, ale będzie za chwilę, bo...

Końcówka wyścigu 62,5% sezonu - mam dwóch kandydatów. Detroit 2, gdzie Newgarden pierwszy raz stracił wygraną przez brak opon i to, że po restarcie kierowcy zaczęli się do niego zbliżać, przez co skończył drugi po fenomenalnym manewrze na zwycięstwo Pato O'Warda na 3 okrążenia do mety. Amerykanin prowadził przez cały wyścig, który był trochę nudny i tak naprawdę jeden restart w końcówce sprawił, że dostaliśmy super finisz, który będzie należał do tych niezapomnianych. Sytuacja mogła się powtórzyć parę tygodni później na Mid-Ohio, gdzie także dostaliśmy ciekawy finisz. Tu Marcus Ericsson gonił Newgardena i wydawało się, że dogoni go, ale zabrakło 2-3 okrążeń, by mógł go wyprzedzić. Wielka szkoda, bo strata na mecie wyniosła zaledwie 0,9s. Prawie jak w 2010 roku, kiedy Will Power stracił chyba 0,4s na mecie do Dario Franchittiego.  Piękne czasy, ale tylko z jednym silnikiem - Hondą. Chevrolet dopiero wszedł od 2012 jako dostawca, mimo że auto z tym silnikiem bywało wiele razy pace carem.

Oczekiwania przed tym, co zostało do końca sezonu - walka o mistrzostwo zapowiada się bardzo ciekawie. Scott Dixon będzie chciał zostać pierwszym kierowcą od Dario Franchittiego, który w 2011 roku obronił tytuł zdobyty w 2010 roku. Tak, w ostatniej dekadzie w IndyCar nikt nie zdołał obronić tytułu zdobytego rok wcześniej. Dixon będzie chciał tego dokonać, choć zadanie będzie bardzo ciężkie. Jest przecież Alex Palou, który prowadzi w klasyfikacji, mając 39 pkt przewagi nad drugim Pato O'Wardem. Hiszpan, tak jak wspomniałem wcześniej, może dokonać tego, czego nie dokonał Oriol Servia. Ma na to ogromne szanse. Kiedy Scott Dixon prowadził mniej--więcej z dość podobną przewagą w poprzednim sezonie IndyCar, zdołał ją dowieźć do mety sezonu. Nie byłbym zaskoczony, gdyby Palou był w podobnej sytuacji. Ale O'Ward nie pozwoli mu o sobie zapomnieć, bo tak jak on jeździ świetnie w tym sezonie. Fakt, że pojechał dwie poprzednie rundy słabiej od Hiszpana, jednak wciąż liczy się w walce. Czwórkę walczącą o tytuł uzupełni Josef Newgarden. Wygrana w Mid-Ohio dała mu solidny zastrzyk punktowy i pomogła dogonić czołówkę. Nic jeszcze nie jest przesądzone, a w takiej serii jak IndyCar, walka będzie toczyła się do samego końca sezonu, czyli do wyścigu 26 września na ulicach Long Beach, bo tam jest zaplanowany finał w tym sezonie.  Jeżeli macie czas, chwilę, włączcie albo na jakichś streamach albo na Eurosporcie 2 tę serię, bo naprawdę warto czasem zobaczyć inne single-seatery niż tylko Formułę 1. Nawet i te, w których rywalizacja o mistrzostwo jest ciekawsza. 

źródło zdjęć: indycar.com

Komentarze

Przeczytaj jeszcze o:

#72 Łatwo z Łotwą w Rydze wygrywamy 3:0, ale to było pewne

Był sobie w czwartek mecz eliminacyjny z Łotwą w Rydze. I to miał być najłatwiejszy mecz tych eliminacji. I był, bo wygraliśmy go 3:0. Nie zmienia to tego, że wiało nudą. Jednak strzelanie zaczęło się szybko jak na kadrę Brzęczka, bo w dziewiątej minucie reprezentacja ładnie poklepała akcję i wszystko wykończył Robert Lewandowski. 58. gol w 109 grze w kadrze narodowej. Trzy minuty później strzelił gola numer 59 po ładnej asyście Kamila Grosickiego. Szybko udało się sklecić dwie bramki, ale to był obowiązek w grze przeciwko najsłabszej drużynie w grupie. 25 minut gry to były świetne ataki reprezentacji i gry z kontry. Świetnie się tu prezentowały skrzydła Szymański-Grosicki, które robiły dobrą pracę. Następne 20 minut pierwszej części gry to przyzwolenie na ataki Łotwy, oddawanie im niektórych piłek za friko i pozwalanie im na wykonywanie stałych fragmentów gry, jakimi były rzuty rożne. Było nudno, przewidywalnie, parę razy pociągnęliśmy akcję, ale traciliśmy piłkę. Druga połowa. Pono...

#33 Szwajcarski rodzynek, premiera Geigera, zwycięski Ryoyu, Polacy na podium, czyli Engelberg w Pucharze Świata

Szwajcaria. Kraj, w którym tylko jedno miasto w obecnych czasach organizuje Puchar Świata. Engelberg. Anielska Góra. To ta mieścinka była tradycyjnie gospodarzem w ostatni weekend Pucharu Świata przed Turniejem Czterech Skoczni. I, rzecz jasna, przed świętami. Skoczkowie, niczym anioły na swoich skrzydłach, latali na nartach. W piątek się kwalifikowano, zawody rozgrywano w śniegu, przy wietrze pod narty, więc punkty byly odejmowane. Najlepszy okazał się, rzecz jasna, Ryoyu Kobayashi i jego 137 metrów.  Pozostałe lokaty zajęli Stefan Kraft i Robert Johansson. Do tego drugiego trzy dziesiąte punkty stracił Kamil Stoch, który był czwarty. W konkursie sobotnim zobaczyliśmy komplet Polaków, bo udało się całej szóstce zakwalifikować do tego konkursu. W konkursie nie zobaczyliśmy trzech Rosjan, dwóch nielotów z Korei Południowej i Kazachstanu, Estończyka, Fina i Słoweńca, który niepotrzebnie grzeje miejsce w kadrze. Naglicz tak, to o tobie! Sobotni konkurs odbywał się w warunkach mocn...

#81 Typowa Ruka

Miało być inaczej, było jak zwykle. Ruka tradycyjnie była wietrzna i śnieżna. Oprócz śnieżycy i wiatru był Święty Mikołaj, były też skoki z dobrym udziałem Polaków. Piątkowe kwalifikacje zaczęły się z 15-minutowym opóxnieniem z  powodu opóźnienia treningu numer 2. W Wiśle było tak samo, tutaj jednak zawinił świeży śnieg, który trzeba było ubić. Świeży z nieba, nie świeży sztuczny! Kwalifikacje i 3000 franków wygrał Timi Zajc, skacząc 139m z belki 7 - kwalifikacje były toczone z niej i z belki numer 9, która była podstawową i z której 59 skoków zostało oddanych. Uśredniony pomiar wiatru wahał się w większości skoków w przedziale 1,5-2m/s pod narty, stąd ogromne ilości punktów byly odejmowane. Najdalej skoczył Karl Geiger - 147,5m, czym wyrównał rekord Rukatunturi, a to starczyło na trzecie miejsce w Q, drugi był Wąsacz z Norwegii.  Lider Pucharu Świata ledwo co przeszedł kwalifikacje, wiatr wiał, a on był 43 - 108,5m. Wszyscy Polacy przeszli kwalifikacje, najlepszy był Kuba W...